Głośno o długach Krakowa • 08.06.09
W obliczu zagrożenia skarbnik nie widzi powodów do niepokoju. Natomiast sprawa się zaogniła. W związku z dużym zadłużeniem Krakowa Radni PiS biją na alarm oskarżając prezydenta Krakowa o niebezpieczne zadłużanie miasta. Sprawa ma również podtekst polityczny. Radni PiS upatrują tutaj sojuszników prezydenta Majchrowskiego w klubie radnych PO. Platforma jednak nie daje za wygrtaną oskarżając Pis o blokowanie ważnych dla miasta inwestycji.
“Gazeta Krakowska” pisała (11 lutego 2009 r.), że mimo kryzysu, władze miasto szykują się do zaciągnięcia kredytu w wysokości ponad pół miliarda zł. - W sytuacji Krakowa wystarczy spadek dochodów o kilka procent, by w mieście pojawił się komisarz. A w kryzysie dochody na pewno spadną - twierdzi Kosior.
Zgodnie z przepisami górna granica zaciągania długu wynosi 60 proc. dochodów miasta. Jej przekroczenie grozi wprowadzeniem zarządu komisarycznego. Zadłużenie Krakowa w 2009 roku sięgnie 1,9 mld zł. - W Krakowie zadłużenia wynosi teraz 58,6 proc. dochodów i niebezpiecznie zbliża się do górnej granicy
- przypomina Kosior. - Dlatego nie chcemy zgodzić się na zaciąganie kolejny kredyt w wysokości ponad 534 mln zł - wyjaśnia radny PiS.
Lesław Fijał, skarbnik miasta twierdzi jednak, że nie ma niebezpieczeństwa, że ustawowy wskaźnik zadłużenia zostanie przekroczony. Przypomina, że zaciągane kredyty są przeznaczane na inwestycje ważne dla Krakowa, a nie na wydatki bieżące. - Około 317 mln zł zostanie przeznaczone na spłatę rat w bankach. Reszta pieniędzy nie zostanie skonsumowana, pozostanie po nich trwały majątek - zapewnia skarbnik. Za Skarbnikiem stają twardo murem radni PO. (źródło Gazeta Wyborcza)

